Co opowie Oko?

Czyli teatr rekolekcyjnych strachów.

Oko to ciekawe słowo: brzmi orientalnie, jest tajemnicze i jest nawet głównym bohaterem „Władcy Pierścieni”.

kd - oko1e
Fot. Kaj

Obiecana w jednym z pierwszych wpisów anegdota o księdzu profesorze Oko zaczyna się w ciemny i super zimny grudniowy wieczór, kilka lat temu, w Warszawie w kościele Św. Anny.  Atmosfera przedświąteczna, wszyscy gdzieś pędzą. Wesoły przedświąteczny rejwach. Ja również postanowiłem popędzić na Krakowskie Przedmieście, żeby zdążyć na duchowe doświadczenie z rekolekcjami, w jednym z najważniejszych polskich kościołów. Ponieważ zostałem w nim ochrzczony, mam również osobiste inklinacje do tego kościoła, jednak preferencje estetyczne, a przede wszystkim barokowy hałas we wnętrzu nie koniecznie zachęcają mnie do częstych wizyt. Mimo wszystko uznałem, że jeżeli mam okazje doświadczyć rekolekcji to powinienem to zrobić możliwie z przytupem w świątyni z „renomą”, z którą mam również osobiste powiązanie.

Zająłem strategiczne miejsce gdzieś z tyłu w wypełnionym po brzegi grzeczną, warszawską młodzieżą kościele. Miałem wtedy niezbyt ciepłe buty, więc uznałem, że jeżeli wydarzenie będzie się przeciągać w czasie to nie wadząc nikomu, będę mógł się sprytnie oddalić i znaleźć ciepełko w niedalekim domku.

Najciekawszym punktem mszy rekolekcyjnej było dla mnie oczywiście kazanie, gdzie szykowałem się na dużą dawkę duchowej strawy. Szczególnie w przeddzień najbardziej radosnych dni dla całej społeczności chrześcijańskiej świata. Atmosfera cudowności narodzin, wszechobecnej nadziei i aż kipiącej ludzkiej serdeczności udziela się nawet osobom kompletnie niezwiązanym z tradycyjnym świętowaniem. Chyba wszyscy czujemy magię tego specjalnego czasu.

Stęskniony polskości i jej całej magicznej duchowości, z tą większą ciekawością i radością wyczekiwałem na piękne duchowe nowinki, a może nawet na jakąś ciekawą myśl, która będzie mi towarzyszyć w kolejne świąteczne dni.

Ponieważ z końca kościoła ciężko mi było wyraźnie dostrzec fizjonomię księdza prelegenta, moje pierwsze wrażenie zbudowałem z w sumie inteligentnej barwy głosu, oraz nieco niespokojnego tonu wypowiedzi. Początek dosyć klasyczny, o istocie nauczania i znaczeniu świąt w ogóle. Co prawda powoli marzły mi stopy, ale obiecałem sobie, że skoro jestem w wytęsknionej Polsce, w takim magicznym miejscu i momencie, to skorzystam w pełni z tej cudownej okoliczności i poświęcę ciepełko stóp na korzyść ciepełka ducha.

No i się doczekałem! Nie pomyliłem się ani o odrobinę, jeżeli chodzi o rozmiar zaskoczenia. Kazanie okazało się absolutną bombą! Doznaniem, które pozostanie ze mną na bardzo długo, a może nawet na zawsze.

Ksiądz zmienił nieco ton głosu i powoli rozpoczął wchodzenie na bardziej uroczyste poziomy oratorskie. Tematyka zmieniła się również nadspodziewanie. Wykład pobiegł w stronę właśnie dziejącego się … Armagedonu. W przeciągu kilkudziesięciu minut dowiedziałem się o szeregu kompletnie nieznanych mi i niesamowicie ciekawych historii. O tym, że nasi bracia chrześcijanie są właśnie masowo eksterminowani na całym świecie, że upadek moralności społecznej w formie zjawiska „gender” (po powrocie do domu musiałem sprawdzić co to jest „gender”) prowadzi do ostatecznego upadku ludzkości i w zasadzie nie ma już dla nas ratunku. O tym, że latami nauczano nas źle historii, bo średniowieczne sądy inkwizycyjne w zasadzie były zjawiskiem pozytywnym i nieszkodliwym, ponieważ zginęło z ich powodu jedynie kilkaset tysięcy ludzi w ciągu kilkuset lat. Po przeliczeniu do statystyk rocznych, jest to zjawisko niemalże nieistotne, szczególnie wobec obecnie dziejącej się hekatomby chrześcijan w imieniu jakichś niejasnych lewackich wartości kultury zachodu. Tyrada niewiarygodnych historii, przykładów i statystyk trwała prawie półtorej godziny, i pomimo przemarzniętych palców stóp, w kompletnym osłupieniu, chłonąłem z niedowierzaniem coraz to bardziej niewiarygodne niedorzeczności o nadchodzącym z zachodu upadku świata.

Zahipnotyzowany, nie wiedziałem nawet, kiedy minęła pozostała część obrządkowa mszy rekolekcyjnej.

Dwie i pół godziny mszy uzbroiło mnie dosłownie i w przenośni po zęby. W hipnotycznym stanie, z zaciśniętymi pięściami, gotowy na konfrontacje z czyhającym wokół tajemnymi siłami nieokreślonego wroga, wylałem się wraz z pozostałymi uczestnikami tego niecodziennego wydarzenia mistycznego na Plac Zamkowy i …

… cisza i piękna przestrzeń.

Zastałem spokojny, rozświetlony ozdobami świątecznymi krajobraz Krakowskiego Przedmieścia i przedświątecznej Warszawy. Ten sam pełen nadziei i spokoju świat, który tutaj był dokładnie przed moim wejściem do teatru rekolekcyjnych strachów. Powoli wypuściłem powietrze, rozluźniłem pięści i zacząłem dopuszczać do siebie ulgę istnienia i funkcjonowania w dojrzałym i bezpiecznym XXI wieku.

Będąc raczej rzadkim gościem obrzędów religijnych, do tej pory jestem ogromnie wdzięczny za ten wyjątkowy i być może nieprzypadkowy przywilej uczestniczenia we mszy wręcz doskonałej. W ciągu jednego emocjonalnego występu akademickiego duchownego z Krakowa, doświadczyłem prawd, które wielu duszpasterzy stara się przekazać swoim wiernym latami, lub przez całe swoje życie. Co więcej, często niestety nieskutecznie. Ksiądz profesor Oko bardzo precyzyjnie przekazał mi największe tajemnice chrześcijaństwa w pigułce. Po wyjściu z kościoła zrozumiałem, że boskość ma się świetnie w każdym z nas, dokładnie takim, jakim jesteśmy. Nie potrzebujemy uzależnienia od nikogo ani niczego, a tym bardziej od cudzych strachów, interpretacji czy też oczekiwań, często ubranych w sutannę. Boska miłość i cudowność, o której zapomniał wspomnieć doskonale wykształcony duszpasterz, jest dokładnie wszędzie i zajrzy z pewnością również do moralnie zakurzonych kościołów jak tylko hierarchowie i inni dygnitarze odważą się ją zaprosić. O czym pisałem już w „Pora na Neo-Kościół

To była z pewnością najbardziej owocna nauka duszpasterska jakiej kiedykolwiek doświadczyłem. Pomimo przemarzniętych stóp ruszyłem dziarsko Krakowskim Przedmieściem prosto przed siebie. Zostawiając cudze koszmary w zimnym i niegościnnym wnętrzu, poczułem się wewnętrznie wyjątkowo gotów na polskie cudowności okołoświąteczne 🙂

kd - oko2
Fot. Kaj

Dodaj komentarz