Kolega ksiĄdz

Niewierni wierni i inne lokalne iluzje.

Dobre kilka miesięcy temu uczęszczałem dziarsko do lokalnej szkoły językowej z sympatyczną grupką wesołej młodzieży z przeróżnych zakątków świata. A to z Białorusi, a to ze Szwecji, Egiptu, Wielkiej Brytanii, Indii, Rosji, Francji, Brazylii, Turcji … oraz z … Polski. Wszyscy pilnie uczyliśmy się ojczystego języka naszych gościnnych gospodarzy, czyli języka niemieckiego. Ale, … nie o niemieckim języku miało być.

Fot. Kaj

Jednym z kolegów kursantów z Polski, był w tamtym czasie ksiądz z Polski. Jego marzeniem była praca duszpasterska w jakiejś malowniczej wiosce w Austrii. Naukę języka niemieckiego w Moguncji, pobyt w klasztorze Oblatenkloster (w Polsce: Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej) oraz niedzielne homilie w jednym z pobliskich kościołów katolickich traktował jako krok do osiągniecia swojego wymarzonego celu w Austrii. Pilny uczeń, z jasnym i przejrzystym powołaniem, troszkę przy kości, można powiedzieć, że super solidny duszpasterz. Taki ksiądz, którego się zwyczajnie lubi. Swój chłop.

W przerwach w lekcjach prowadziliśmy mniej lub bardziej refleksyjne rozmowy, i jedna z nich była specjalnie ciekawa. Rozmawialiśmy o tym jak różnie żyje nam się w Polsce i w Niemczech. Kolega Ksiądz stwierdził, że raczej trudniej mu się pracuje w Niemczech niż w Polsce. Szczególnie od strony motywacji i efektów pracy. Niby nic nadzwyczajnego, co kraj to różne doświadczenie, ale kontekst takiej deklaracji był dla mnie mocno odkrywczy. Mianowicie, praca w Polsce była dla kolegi księdza ciekawsza i dawała mu łatwiejszą satysfakcję gdyż kościół w Polsce był zawsze wypełniony wiernymi, którzy, w dużej części, są … niewierni! Natomiast po przyjeździe do Niemiec, na niedzielnych mszach nie ma tłumów, a wierni, którzy przychodzą na obrządek … są wierni, oraz (co gorsza dla motywacji kolegi księdza) są już mocno świadomi swojej wiary.

Oczywiście, że w takich „niemieckich” warunkach praca księdza jest trudniejsza gdyż wymaga więcej samo-motywacji, a wyniki są trudniej mierzalne.  Wierni wierni mają inne priorytety, chcą świadomego uczestnictwa we mszy, i ciężej ich zadowolić, ponieważ praca z nimi wymaga realnego zaangażowania i przewodnictwa duchowego. Ksiądz potrzebuje się głęboko teologicznie wykazać, żeby nasycić religijną ciekawość i duchowe ambicje. Więc nie wiadomo de facto, co należy zrobić, żeby zadowolić swoich podopiecznych, trzeba to wypracować.

Podczas gdy niewierni wierni zadowalają się bardzo łatwo, wystarczy hasło: „Idźcie w pokoju Chrystusa” … i każda polska świątynia wypełnia się nieukrywaną i szczerą radością, donośnym „Amen” i zbiorowym, szybkim szuraniem butami po wytartych posadzkach w kierunku upragnionego wyjścia. Wszyscy są momentalnie zadowoleni. Pamiętam ten moment z dzieciństwa, tę ulgę, która była miłym momentem każdej niedzieli. W pewnym sensie to można się od tej chwili radości uzależnić podobnie jak od prysznica po treningu na siłowni, na którą nikomu nie chcę się iść, a wszyscy się cieszą jak już jest po wszystkim.

Jaki jest wniosek z tej krótkiej historyjki? Ano taki, że kolega ksiądz przekraczając zachodnią granicę Polski, przeniósł się nieco w kościelnych epokach. Wystartował z późnego średniowiecza, z kościoła Toruńskich odpustów, lewako-rowerzysto-heretyków i swoistej medio-inkwizycji. Taki świat z przed 600 lat z dodaną funkcją Facebook’a. A znalazł się w kościele zdecydowanie mniej ekstrawaganckim, po reformacji, po renesansowej konfrontacji z kultem starożytnego humanizmu, po ponad 100 latach zbrojnego „docierania się” z kościołem Lutra czy oświeceniowym intelektualizowaniu … w kościele na pewno nie idealnym, zdecydowanie mniej potężnym, ale z pewnością świadomym i doświadczonym.

A morał? Chyba tylko taki, że szczęśliwie każdy może wybrać swoje „zbawienie” i łatwiejszą lub trudniejszą drogę do niego. Można oczywiście na skróty przez Toruń, … co jak widać również ma swoje bonusy w politycznym i innym życiu doczesnym. Albo można po swojemu, wyruszyć w zdecydowanie dłuższą podróż, żeby znaleźć własny język porozumiewania się ze Światem.

Dodaj komentarz