Mówimy po polsku

Intelektualna Polskość jest chwilowo „demokratycznie” nieużyteczna

kd_ - 6
Fot. Wrońscy

Czy w Polsce możemy pisać lub mówić literackim językiem polskim? Ciekawe, że (przypadkowo lub celowo, jeżeli jest to celowe to wyrazy uznania dla osób odpowiedzialnych za wizerunek w ugrupowaniach politycznych) ugrupowania konserwatywne wypromowały język literacki, kulturę czy wszelkie aktywności około-intelektualne jako kojarzone z elitami, czyli społecznymi „pasożytami” pławiącymi się w zbędnym przepychu, lewakami, (czyli jak rozumiem post-post komunistami), lub tez po prostu „rowerzystami” lub „wegetarianami”, w efekcie zdrajcami tradycji polskich. Sama idea jest dobrze znana z czasów rewolucji przemysłowej. Różnica polega na tym, że rewolucja przemysłowa już minęła i nie ma potrzeby porywać robotników na barykady.

I co z tego wszystkiego wynika? Wniosek bezpośredni jest prosty: nie można ufać osobom mówiącym o rzeczach zbyt daleko wybiegającym poza podstawowe potrzeby ludu i w dodatku językiem niezrozumiałym. Dlaczego?

Przykład:

Poprawne gramatycznie zdanie w literackim języku polskim => bezużyteczny intelektualny bełkot => elita => leniwy pasożyt => przepych => lewak => rower holenderski „omafiets” => wegański burger => zdrajca narodu (synonimy: emigrant, imigrant, Tomasz Lis … itd.)

Prosty mechanizm. Cała ta strategia jest o tyle dziwna, że to właśnie konserwatywni, nieprogresywni „nudni” tradycjonaliści powinni wytoczyć na barykady niepodległościowe swoja najcięższą broń => działa kulturowe z czasów walki o niepodległość i rozjechać te wszystkie wegańskie burgery. Okazuje się jednak, że skuteczniej jest (przynajmniej obecnie) okopać się w ogólnie zrozumiałej i przystępnej retoryce potrzeb podstawowych: bonusach socjalnych, wszechobecnych wrogach, zdrajcach narodowych, zamachach itp. do przekazania tych i innych sensacyjnych opowieści. Zupełnie wystarczające są narzędzia najtańsze i najprostsze: populizujace i bardzo przystępnie napisane, odnoszące się do wyższych wartości artykuły czy wystąpienia w mediach branżowych.

Wartości intelektualnie czy też emocjonalnie wymagające chwilowo się „spaliły” na korzyść „uproszczonych dóbr wyższych”. Jednak, ponieważ cierpliwej życzliwości nigdy nie jest za dużo, warto pewnie żeby stabilne tytuły, organizacje i przedsięwzięcia kulturalne nie poddawały się zapotrzebowaniu na chwilowy „fast” czy też „slow” i pozostały tam gdzie im najwygodniej czyli w „real”, nawet kosztem tymczasowego niezrozumienia. Zapotrzebowanie na dobrą i prawdziwą polskość będzie zawsze aktualne, a może nawet coraz bardziej. Unikniemy również nazywanie literackiego języka polskiego językiem „niemieckim” … w całym swoim dwu-znaczeniu. Prowokacja zamierzona ;).

Dodaj komentarz